W Domasłowie (gmina Perzów) ktoś zastrzelił w nocy krowę. Michasia, bo tak miała na imię, stała na pastwisku z innymi krowami. Czarna, bez rogów, trochę inna… Padła od jednego strzału.

Krowy stały na łące, blisko asfaltu, kilkadziesiąt, może kilkaset metrów od domu. - Tu przy lampie - wskazuje Bożena Dziergwa.  W pobliżu mieszka jeden sąsiad, poza nim gospodarstwo Bożeny Dziergwy, do którego dojechać można drogą szutrową, otaczają łąki i pole kukurydzy. Do zdarzenia doszło w nocy z 1 na 2 października, kiedy to nieznany sprawca zastrzelił jedną z krów pani Bożeny. - Wcześnie rano znalazłam nieżywą sztukę - przyznaje.

TAKI DZIWNY ODGŁOS

Czy tej nocy słychać było jakieś strzały w oddalonym kilkaset metrów od miejsca tragedii domu? Raczej nie. - Tylko przed północą słyszałam taki dziwny odgłos cierpiącego zwierzęcia - wyznaje pani Bożena. - To mnie zmyliło, bo tu jest mieszkanie, tam dalej sąsiad też ma krowy...
Strzału jednak żadnego nie słyszała, tylko ten dziwny odgłos. Nie, nie poszła sprawdzić czy coś złego się nie stało. - Bałam się, to była noc - tłumaczy. - Tam stało kilka krów. Poświeciłam z daleka lampką... Stały.
Kiedy rano pani Bożena poszła na łąkę poprzekładać łańcuchy, na których uwiązane były krowy  - zobaczyła zakrwawioną, nieżywą krowę. To była Michasia. Czarna, bez rogów, cielna… - Wystraszyłam się, upłakałam... - przyznaje.
Pani Dziergwa w swoim gospodarstwie miała 11 krów, zostało 10. W sezonie wiosenno-jesiennym, o ile pogoda na to pozwala, krowy przebywają na pastwisku, zimą wracają do obory. Każda krowa ma swoje imię, jedne są biało-czarne (krasule), typowe dla naszego regionu, inne czarne, z rogami i bez rogów.
Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Kępnie potwierdza, że przeprowadzona została sekcja zwłok zastrzelonej krowy, a jej wyniki trafią w najbliższych dniach do Policji.

CO POWIE BIEGŁY?

Sprawą zajmuje się Komenda Powiatowa Policji w Kępnie. Wiele wskazuje na to, że krowa zastrzelona została z broni myśliwskiej, co jednak musi potwierdzić biegły. - Prowadzimy czynności w tej sprawie, czekamy na opinię biegłego z zakresu badań balistycznych, który powinien dać nam odpowiedź na pytania: z jakiej broni wystrzelony został ten nabój, wskazać kaliber - mówi nadkom. Mateusz Lewek, zastępca naczelnika Wydziału Kryminalnego KPP Komendy Powiatowej w Kępnie.
Kiedy pytamy, czy tej nocy w tym rejonie prowadzone było jakieś polowanie, naczelnik zaprzecza. Jak ustalili policjanci, żaden myśliwy nie zgłosił też, że będzie w tej okolicy polował.
Jeśli już biegły określi, z jakiej broni oddano do zwierzęcia strzał, najpewniej policja sprawdzi, który z okolicznych myśliwych posiada taką broń, zabezpieczy ją i odda do badań, co pozwoli ustalić, czy to właśnie z tej broni oddano przypadkowy, czy może jednak nieprzypadkowy strzał do Michasi.
Może też być tak, co wydaje się bardziej prawdopodobne, że do krowy strzelał kłusownik, a jego broń nie znajduje się w żadnym rejestrze.
   
NIE WIEM

Pani Bożena nikogo nie podejrzewa, a już broń Boże nie oskarża. - Nie mogę nikogo obwiniać, bo nie wiem - wyznaje. Kiedy pytamy, czy mogło być tak że ktoś celowo zastrzelił jej krowę, mówi, że ,,raczej nie’’, choć nie wyklucza, że może ktoś zabił jej Michasię ,,na mięso’’. - Po prostu nie wiem, to tak jakbym wiatr w polu skarżyła - dowodzi.  Czeka jednak na ustalenia śledczych. - Oni są od tego, żeby to ustalili. Ja muszę cierpliwie czekać - przyznaje.
Czy może liczyć na ubezpieczenie. W tym konkretnym przypadku, kiedy krowa została zastrzelona - raczej nie, a taka krowa kosztuje ok. 5-6 tys. zł.

NIE WIEDZĄ, O CO CHODZI

Idziemy na pastwisko za oborą, zobaczyć ,,młućki’’. Pani Bożena gwiżdże. - Dziewczyny, chodźcie no tu! - woła do stojących kilkadziesiąt metrów dalej krów. - Przyjdą - zapewnia i znów gwiżdże.- Marysia, chodź... Zaraz przyjdą - przekonuje. - Misia, Hogatka, Karinka... koleżanki chodźcie do nas - woła. Okazuje się, że każde zwierzątko ma tutaj swoje imię. - Ja zwierzęta to bardzo lubię - przyznaje pani Bożena. - Całe życie na gospodarstwie jestem, tym żyję - wyznaje. Znów gwiżdże. - One za bardzo nie wiedzą, o co chodzi, dlaczego je wołają - przekonuje.     Jerzy Bińczak