Polonia Kępno pokonała na wyjeździe Victorię Ostrzeszów 2:1 w ramach XXIV kolejki IV ligi grupy wielkopolskiej południowej. Bramkę rozstrzygającą derbowy pojedynek zdobył w doliczonym czasie gry Bernard Ndukong.

Święto Konstytucji 3. Maja to dzień, w którym większość z nas cieszy się chwilami wolnymi od pracy. Tego samego nie mogą jednak powiedzieć piłkarze, którzy w pocie czoła walczyli o ligowe punkty. Tak się akurat zdarzyło, że data ta została zarezerwowana na derby południowej wielkopolski z udziałem zespołów z Ostrzeszowa i Kępna. Na jesień padł remis, w rewanżu faworytem byli gospodarze, ale wiadomo, że lokalne pojedynki toczą się swoimi prawami. By cała otoczka widowiska miała szczególny charakter, zadbano o to, by obie drużyny zostały wyprowadzone na murawę przez piłkarzy z sekcji młodzieżowych ostrzeszowskiego klubu.

Od pierwszego gwizdka do pierwszej groźnie wyglądającej okazji przyszło nam poczekać niecałe pięć minut. Wtedy to Fabian Gandecki dośrodkowywał w pole karne, a Robert Skrobacz zdołał oddać strzał głową, lecz Kubiszyn zamiast wyciągać piłkę z siatki, dostał ją od chłopców, którzy zaangażowali się w podawanie gały, gdy ta opuści plac gry. Zespół gości charakteryzował się długimi krosowymi zagraniami w stronę Cierlaka lub Walczaka i jak się okazało była to woda na młyn dla ostrzeszowian, gdyż "Kuki" po opanowaniu piłki nie raz i nie dwa potrafił skręcić bocznego obrońcę i dojść do pozycji strzeleckiej. Te próby zazwyczaj mijały bramkę strzeżoną przez Grondowego, ponieważ były skierowane w długi róg, a nie wiadomo czy zaskoczenie po krótkim słupku nie wyszło by mu na lepsze. Każdy jednak wie, że są to ułamki sekund i łatwiej ocenić to z wysokości trybun, niż ubrać korki i samemu stanąć w obliczu wyzwania. Victoria była zmuszona do cofnięcia się w okolice własnego pola karnego, ale nie znaczy to, że całkiem oddała inicjatywę. Swoje szanse mieli Kaźmierczak po uderzeniu głową i Maciej Stawiński, który nie zawahał się kropnąć z pierwszej piłki zza pola karnego, choć nie rozgrzało to kępińskiego bramkarza to miało przynajmniej odbicie w statystykach. W 40 minucie kibice na chwilę wstrzymali oddech. Z narożnika boiska dośrodkowywał Wojciech Drygas i gdyby nie Kaźmierczak, który w kluczowej fazie akcji przytrzymał Kacpra Skupienia mielibyśmy otwarcie wyniku. Jak raz nie wyjdzie, nie wolno się załamywać i warto próbować do skutku. Tego trzymała się kępińska Polonia, a konkretnie Drygas, który bez zawahania uderzył po tym, jak dostał piłkę na czternastym metrze. Gała minęła gąszcz nóg, a Grondowy nawet nie miał po co się rzucać, bo musiałby stać na linii strzału, żeby t futbolówkę obronić. Można rzec gol do szatni.

Po przerwie ostrzeszowianie wreszcie ruszyli z bloków, a najwięcej miał do powiedzenia Michał Mazurek. O ile w 51 minucie jego próba z dystansu poszybowała nad poprzeczką, to dwie minuty później uradował zgromadzoną publiczność, a sam mógł celebrować wyrównanie. Wszystko to po dokładnym przyjęciu piłki nadanej przez Stawińskiego, po której "Mazi" przycelował obok interweniującego bramkarza, a by mieć pewność, że trafienie wpadnie w sidła pobiegł do końca kontrolować sytuację. W 55 minucie Mazurek ponownie wpakował piłkę do siatki, tym razem po uderzeniu głową, lecz sędzia dopatrzył się pozycji spalonej, co wzburzyło kibiców trzymających kciuki za ostrzeszowski zespół. Od tego momentu gospodarze wyglądali tak, jakby ktoś podciął im skrzydła. W 60 minucie Walczak pociągnął lewą flanką i zdołał jeszcze oddać strzał, ale boczna siatka to najwięcej, co można było z tego wyciągnąć. W 68 minucie Pasiak wrzucił piłkę w głąb pola karnego, lecz uderzenie dobrze pilnowanego Skorzybóta nie mogło zaskoczyć Kubiszyna. W odpowiedzi Michał Górecki próbował zaskoczyć głową po dośrodkowaniu Mateusza Goli i kto wie jakie byłoby zakończenie całego zajścia, gdyby futbolówka nie odbiła się od karku Paronia i nie wyszła na rzut rożny. To dopiero było preludium tego, co działo się w ostatnim kwadransie. W 75 minucie sędzia wskazał na wapno po zagraniu ręką przez Kamila Sztukowskiego. Sprawca próbował jeszcze coś wskórać u sędziego, ale najwidoczniej nie miał daru przekonywania. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Filip Latusek, ale musiał uznać wyższość Damiana Grondowego, który nie rzucił się na ślepo i wyczuł intencje snajpera. Gdy wszyscy myśleli, że spotkanie zakończy się takim samym rezultatem jak na jesień, padła bramka na 2:1 dla kępińskiej drużyny. Zdobył ją rezerwowy Bernard Ndukong, który wykorzystał centrę z lewej flanki i posłał futbolówkę w długi róg. Ostatnie sekundy to gra na tzw. chaos w wykonaniu ostrzeszowian, ale dobrze poukładani goście drugi raz nie dali sobie wydrzeć prowadzenia.

Sebastian Gołdyn

Składy:

Victoria - Grondowy, Gandecki, Kaźmierczak, Paroń, Duczmal, Sztukowski, Barański (46' Pasiak), Dolata (70' Gabiś), Skrobacz (60' Skorzybót), Mazurek (88' Cerbiński), Stawiński

Polonia - Kubiszyn, Gola, Hojka, Kamoś, Skupień, J. Górecki, Drygas (60' Drygas), M. Górecki (73' Gruszka), Walczak, Cierlak (90' Wawrzyniak), Latusek


Powiedzieli:

Grzegorz Kubiszyn, Polonia Kępno

- Od paru spotkań pokazywaliśmy, że potrafimy grać w piłkę, brakowało tylko detali. Cieszymy się, że w końcu udało się wygrać, tym bardziej ze względu na sytuację w tabeli. Nie było większego ciśnienia na spotkanie derbowe, w poniedziałek był trening, ale w ten sposób uczciliśmy święto pracy, zresztą w weekend mieliśmy wolne, wtorek też był wolny, więc ta jednostka treningowa musiała się kiedyś odbyć. Zdobyliśmy trzy punkty, to najważniejsze, bo z taką myślą tu przyjechaliśmy.

Radosław Dolata, Victoria Ostrzeszów

- Szczerze mówiąc to Polonia nas niczym nie zaskoczyła. Grali tutaj bardzo agresywnie, wynik mógł przechylić się praktycznie w każdą stronę. Michał Mazurek strzelił bramkę na 2:1, sędzia uznał jednak, że jest spalony, a tak naprawdę skrzywdził nas, bo ofsajdu nie było i powinniśmy wtedy wyjść na prowadzenie. Summa summarum końcowy wynik okazał się niekorzystny dla nas, bo stwierdziliśmy, że bramka w końcówce dla Polonii też padła ze spalonego, więc szkoda. Co do najbliższych wyjazdów, to powiem że zawsze gramy o 3 punkty, więc nie zakładamy planu minimum, zawsze gramy na sto procent swoich możliwości. Dziś się nie udało, nie ma nad czym płakać, nie ma czym się martwić, jedziemy do Ostrowa po zwycięstwo.


https://poczta.home.pl/appsuite/api/mail/20170503_165326.mp4?action=attachment&folder=default0%2FINBOX&id=103731&attachment=2&delivery=view