LKS Jankowy przegrał przed własną publicznością z Pelikanem Grabów 2:1 w ramach XVIII kolejki kaliskiej klasy A. Dla gości był to pierwszy mecz tej wiosny, po którym nie schodzili z boiska pokonani.

Przygotowania grabowian do rundy rewanżowej rozpoczęły się od sensacyjnego triumfu w turnieju o puchar starosty ostrzeszowskiego. Do tego doszło kilka kolejnych osiągnięć w hali i klops. Piłkarze przenosząc się na powietrze poczuli się jak ryba wyciągnięta na brzeg. Niepowodzenia w meczach ligowych ze Słupią, Laskami i LKS-em Czarnylas sprawiły, że drużynie Pelikana w oczy zajrzało widmo spadku. Również wyjazd do Jankowych nie zapowiadał totalnej metamorfozy. Z pierwszych siedmiu minut trudno było coś zapamiętać, dopiero po upływie tego czasu Jan Zając wywalczył korner, po którym gospodarze sygnalizowali zagranie ręką przez Mateusza Witkowskiego, sędzia miał całkiem odmienne zdanie, a oskarżony szybko poszedł za kontrą, gdzie po podaniu od Misterka zdołał jeszcze oddać strzał, pomińmy może jakiej jakości. Tutaj wiwaty należą się za czas, w jakim skrzydłowy przebył drogę spod jednej bramki pod drugą. Mimo wyklarowanych akcji Pelikan nie potrafił uspokoić gry, o co często miał pretensję stojący między słupkami Tomasz Frontczak. Nie były to słowa rzucane na wiatr, bowiem w 24 minucie Oskar Malcher wykorzystał gapiostwo defensywy gości i tylko długi zasięg ramion Frontczaka sprawił, że Jankowy nie objęły prowadzenia po sytuacji sam na sam. Również interweniujący Piotr Ochnio mógł być ku kresu wykończenia psychicznego po tym jak uderzona przez Marcina Chwiłkowskiego piłka dostała kozła dwa metry przed nim. Na szczęście bramkarz LKS-u udowodnił, że byle co go nie zaskoczy. Goalkeeperzy jak się okazało byli mentorami i świetnymi taktykami jeśli chodzi o ustawianie linii defensywnej. Frontczak miał dla swoich stoperów jedno, ale jakże odpowiedzialne zadanie. Chodziło o czyszczenie wszystkiego, co może przejść przez blok defensywny, a, że panowie się posłuchali kolegi, to w ten sposób dotrwali do końca pierwszej połowy bez straty gola, co jakiś czas próbując coś stworzyć z przodu.

W 48 minucie Zając sięgnął głową do wrzutki adresowanej przez Marcina Szefnera, ale Frontczak znów nieomylnie wiedział jak się ustawić, by nie wpuścić farfocla. Zresztą grabowski bramkarz zapędzał się nawet na 25 metr, by studzić ofensywne zapędy Jankowych, kto wie, może swoją piłkarską karierę zaczynał na całkiem innej pozycji i warto by jeszcze choć sentymentalnie na nią kiedyś wrócić. W 66 minucie Konrad Piaskowski znalazł lukę pomiędzy Olbrychem i Szymenderą i miał mnóstwo czasu, by dokładnie podać do wbiegającego Mikołaja Frączka, lecz jego intencje przeczytał doświadczony Sowiński. Nie zdołał go jednak upilnować cztery minuty później i Frączek mógł cieszyć się z prowadzenia 1:0 dla Pelikana. Kołem ratunkowym dla Jankowych mogły być stałe fragmenty gry, lecz gdy podchodził do nich Zając już po którymś razie z rzędu szło z góry wywnioskować, że nic z tego nie będzie. Odpowiedzialność strzelecką wziął za to na siebie w 81 minucie Wojciech Sopart i to on po "bilardzie" w polu karnym jako ostatni dotknął futbolówki i zrobiło się 1:1. W końcówce każdy miał po swoim razie. Jako pierwszy próbował Damian Szymendera, który nie zawahał się uderzyć piłki zmierzającej w odwrotnym kierunku niż szesnastka rywala. Strzał celny, ale za słaby by zostać bohaterem niedzielnego przedpołudnia. Ta rola przypadła w udziale Sebastianowi Piechockiemu, który w doliczonym czasie wyszedł sam na sam z Ochnio i zapewnił komplet punktów dla Pelikana Grabów.

Sebastian Gołdyn

Wyjściowe składy:

Jankowy - Ochnio, Marcin Szefner, Miłosz Szefner, Mateusz Sopart, Sebastian Olbrych, Sowiński, Zając, Aleksander Szymendera, Marcin Olbrych, Malcher, Murawski

Grabów - Frontczak, Jurga, Radosław Piechocki, Mularczyk, Sebastian Piechocki, Witkowski, Chwilkowski, Misterek, Sitek, Frączek, Piaskowski


POWIEDZIELI

Wojciech Sopart, LKS Jankowy

- Na taki, a nie inny wynik miały wpływ niewykorzystane sytuacje, które się potem zemściły, a rywal je wykorzystał. U nas w drugiej połowie zaszwankowała trochę obrona, padły dwie bramki no i tyle.


Sebastian Piechocki, Pelikan Grabów

- Przygotowania halowe nie przełożyły się na boisko, jesteśmy przetrzebieni kontuzjami, jeden z chłopaków zerwał więzadła, inny ma problem z barkami. Gramy tym składem co mamy, no i walczymy o utrzymanie, bo to jest dla nas najważniejsze i tego trzymamy się do końca. W każdym meczu staramy się grać o zwycięstwo, przykładamy się do treningów, na boisku nie zawsze to wygląda źle, ale też nie zawsze dopisuje nam szczęście. Dziś odwrotnie, jesteśmy zadowoleni z wyniku, z gry nie bardzo.