Orzeł Mroczeń przypomniał sobie smak zwycięstw z czwartoligowcami. Tym razem nie w lidze, a w ramach IV rundy okręgowego Pucharu Polski pokonał u siebie Polonię Kepno 3:2.

Gospodarze przystępowali do tej fazy rozgrywek, eliminując wcześniejszych przeciwników dopiero po seriach rzutów karnych. - Już dwa razy karne po meczu były. Jakby dziś podobnie się skończyło, byłoby dobrze dla widowiska - prorokowali kibice Orła. Polonia już w 3 minucie zadała kłam tym słowom. Michał Górecki wypatrzył Łukasza Walczaka, który po rękach interweniującego Peksy umieścił futbolówkę tam gdzie trzeba i Orzeł musiał odrabiać straty. Nie potrzebował do tego zbyt dużo czasu, uporał się z tą sprawą w dziesięć minut. Najszybciej w polu karnym dopadł do piłki Patryk Hojka i strzałem w długim róg wyrównał stan spotkania. Niech jednak nikt nie myśli, że skuteczność tego dnia była stuprocentowa. Nie do końca wyregulowanym celownikiem dysponowali Piotr Cierlak i Michał Górecki, znajdowali się oni bowiem w odpowiednim miejscu i czasie, ale brakowało instynktu kata. To zobowiązanie wziął na swoje barki w 23 minucie Patryk Słupianek, który po przyjęciu piłki od kolegi Walczaka popatrzył i wydawać by się mogło, że niczym "El Profesore" na dużym spokoju przywrócił prowadzenie kępińskiej drużynie.

Bramki, bramki, bramki, ale w derbach nie brakowało nerwowości, krzyków czy niespokojnego wybijania piłek za linię autową, czasami wprost pod koła przejeżdżających za bramą pojazdów. Czym byłyby również derby, gdyby nie pomyłki i kiksy. Wiele o tym mógłby powiedzieć Dawid Jadczak, który po niezrozumiałej stracie piłki zaliczył haniebną asystę przy drugim golu Patryka Hojki. Do przerwy 2-2.

W przerwie dopytaliśmy kibiców Orła o obecną sytuację drużyny po spadku z IV ligi.

– Nie ma sponsorów, kto tu ma rzucić pieniądze? Drużyna jest ciekawa, ale by awansować z powrotem potrzeba kosztów. Taki Pleszew co lideruje to ma fundusze , ale gdzie porównywać Pleszew do małego Mroczenia - opiniowali najwierniejsi fani.

W 55 minucie mogli wygnać smutne myśli tam, gdzie pieprz rośnie. Damian Michalski bez chwili namysłu uderzył wracającą z szesnastki gałę, a ta po rykoszecie od nogi Patryka Skupnia zmyliła wszystkich i wpadła do siatki. To wprawiło w ekstazę kibiców, którzy mimo niesprzyjającej aury licznie przybyli pokibicować swoim ulubieńcom. Nie obyło się też bez tradycyjnych haseł, nie zawsze cenzuralnych, w kierunku arbitrów, jednak były one bezpodstawne, gdyż praca pana głównego i liniowych należało ocenić na przyzwoitym poziomie.

Orzeł wychodząc po raz pierwszy na prowadzenie, nie zdecydował się na pojedynek na noże i uważniej bronił dostępu pod bramkę Peksy. Chwila gapiostwa nastąpiła w 75 minucie. Michał Górecki prostopadłym podaniem wzdłuż pola karnego znalazł Łukasza Walczaka, który nie wykorzystał piłki podanej jak obiad na tacy w najlepszej paryskiej restauracji. W doprowadzeniu do wyrównania przeszkodził mu Miłosz Jędrzejewski, popisując się ofiarną obroną podpatrzoną prawdopodobnie z boisk Premier League. Pod koniec Biliński podaniem przez pół boiska stworzył szansę dla Cierlaka, ale i ta okazała się chybiona. Orzeł wybronił się i może kontynuować zwycięska ścieżkę po drabince pucharowej. Kolejna runda rozegrana zostanie dopiero na wiosnę.

W innym meczu drużyn z naszego regionu Victoria Ostrzeszów pokonała na stadionie w Kobylej Górze tamtejszą Zefkę 3:0. Na listę strzelców wpisał się dwukrotnie Daniel Cerbiński, jedno trafienie dołożył Maciej Stawiński. Kto wie, może w kolejnych rundach los skojarzy Mroczeń i Ostrzeszów. Poczekamy, zobaczymy.

Składy:

Orzeł - Peksa, Jędrzejewski, Moś, Łuczak, Luźniak, Hojka, Bednarek, Michalski, Rabiega Kamil, Strąk (64' Lorek), Górecki Marcin (90' Rabiega Bartłomiej)

Polonia - Jadczak, Gola (78' Drygas), Skupień, Biliński, Górecki Hubert, Górecki Jakub, Bernard, Walczak, Górecki Michał, Słupianek, Cierlak

Sebastian Gołdyn