Jedna z najgorzej ocenianych profesji ma się stać zawodem wyuczonym dla młodych ludzi. Właśnie tego chcą marketingowcy zrzeszeni w jednej z organizacji. Internet łapie się za głowę. Chyba słusznie.

Jeśli nikt nie słyszał do tej pory o Polskim Stowarzyszeniu Marketingu SMB, to ma okazję do nadrobienia zaległości. To właśnie ta organizacja postanowiła zainteresować Ministerstwo Rozwoju pomysłem wprowadzenia do szkół średnich profilu "pracownik call center". Z jednej strony może się wydawać, że to wychodzenie naprzeciw potrzebom rynku. Faktem jest, że ofert pracy w tej branży mamy wiele. Wystarczy przejrzeć pierwszy z brzegu serwis z ogłoszeniami, aby dojść do tego wniosku. Ta statystyka ma wszakże drugie dno, o którym pomysłowi marketingowcy zdają się nie pamiętać.

Rotacja ma swoje powody

Praca na słuchawce nie cieszy się renomą i nie zbiera dobrych recenzji wśród zatrudnionych. Stosunkowo niewiele osób zagrzewa miejsca na dłużej, ponieważ organizacja codziennych zajęć oraz presja wyników okazują się zbyt dokuczliwe. Opinie na temat zarządzania ośrodków call center w Polsce są generalnie negatywne. Niskie zarobki uzależnione w dużej mierze od skuteczności sprzedażowej, permanentny stres i brak zrozumienia dla potrzeb pracowników - to zarzuty, które pojawiają się najczęściej. Dlatego wiele osób traktuje call center jako ostatnią deskę ratunku, gdy nie udało się znaleźć innej posady, a jeść trzeba. Zderzenie z realiami przychodzi szybko i mało kto wytrzymuje tam więcej niż kilka miesięcy. Niektórzy rezygnują po kilku dniach. Choćby tym można wyjaśnić mnogość ofert pracy w takich miejscach.

Czy ministerstwo da zielone światło?

Koncepcja marketingowców trafiła już na biurko ministra rozwoju, który ma ją zaopiniować. Następnie sprawę przejmie Ministerstwo Edukacji, do którego należy ostateczna decyzja. Działacze PSM SMB oczekują, że pracownik call center trafi na państwową listę zawodów. Otworzy to drzwi do tworzenia klas, których absolwenci będą specjalistami w tym zakresie. Marcin Sosnowski w rozmowie z portalem Dziennik.pl wskazuje, że wykwalifikowany telemarketer powinien zdobyć wiedzę z zakresu praw konsumenta, ochrony danych osobowych czy oprogramowania dedykowanego branży. Wydaje się, że intencją stowarzyszenia jest podniesienie rangi tego zawodu. Można więc wnioskować, że jego członkowie zdają sobie sprawę, jak ta profesja jest dziś postrzegana.

Pudrowanie trupa?

Kiedy informacje o wniosku złożonym w ministerstwie pojawiły się w sieci, internauci nie zostawili na nim suchej nitki. Uważają, że to próba nadania wyjątkowych atrybutów pracy, która w polskich warunkach nie jest ani dochodowa, ani satysfakcjonująca. Młodzi ludzie wiedzą, że zawód telemarketera nie ma niskiego statusu jedynie nad Wisłą. Również na Zachodzie nie ustawiają się kolejki chętnych, którzy chcieliby wydzwaniać do potencjalnych klientów. Stosunek tych ostatnich również ma znaczenie. Do kluczowych wad pracy w call center zalicza się właśnie relacje z klientami. Odbierający telefon rzadko są zainteresowani daną usługą czy udziałem w pokazie handlowym. Często natomiast odnoszą się do telemarketerów z niechęcią, na co oni sami nie zawsze mają wpływ. Przecież strategie manipulowania i zwodzenia nie zostały wymyślone przez nich, ale przez zatrudniające ich firmy.