To typowy przykład systemu naczyń połączonych - błędy popełnione na jednym z etapów determinują sytuację na kolejnych. Rezultat? Zajęcia „wyrównawcze” dla studentów pierwszego roku, co nie jest już swoistą „ciekawostką”, a zaczyna być normą , nie tylko na uznawanych za trudne - kierunkach technicznych.

Masowość kontra elitarność kształcenia.
Czy rzeczywiście, jak się powszechnie sądzi, polskie szkoły opuszczają coraz gorzej wyedukowane roczniki, z których niewiedzą muszą się później zmagać wyższe uczelnie?
Prawda leży pośrodku - nie da się nie zauważyć, że system kształcenia jest schematyczny i odtwórczy, nie uczy samodzielnego i kreatywnego myślenia. Jako taki nie daje wielu szans na to, by młody człowiek u progu dorosłego życia był świadomy swoich rzeczywistych możliwości, celów, potrzeb i żeby według tych podstawowych kryteriów dokonywał racjonalnych wyborów dotyczących dalszej ścieżki kształcenia.
Na studia trafia więc coraz więcej „przypadkowych” żaków, którzy rzeczywiście zaniżają poziom na różnych kierunkach. Nie bez winy są jednak również same uczelnie i przede wszystkim system finansowania kształcenia na poziomie wyższym. Pieniądz „idzie” do uczelni za studentem, zatem im więcej studentów, tym większe finansowanie.
Masowość w edukacji nigdy nie sprzyja poziomowi. W takich warunkach nawet najlepsi wykładowcy mają problem z wyłowieniem talentów i szlifowaniem wiedzy ogółu studentów. W praktyce jest to niewykonalne.
I tu wracamy do „źródeł” problemu - błędów na wcześniejszych etapach kształcenia, również na poziomie motywowania uczniów, doradztwa zawodowego i przywrócenia należnej rangi kształceniu zawodowemu, czego skutkiem jest coraz bardziej ujawniający się brak fachowców.
Podstawowe pytanie - czy polska gospodarka potrzebuje kilkudziesięciu procent magistrów?
Co prawda rozwój technologiczny doprowadził do zmian cywilizacyjnych i ukształtowania tzw. nowoczesnego społeczeństwa, co wiąże się z koniecznością kształcenia większej liczby ludzi na poziomie wyższym, ale dalsze zwiększanie poziomu scholaryzacji jest nieuzasadnione pod względem społecznym.
Niestety, taka dość oczywista ocena sytuacji, nie spowodowała do tej pory żadnych zmian, które zracjonalizowałyby system.
Zmiany ab ovo
Takich właśnie zmian - od początku - potrzebuje polska szkoła. Inaczej rzecz ujmując - konieczna jest kolejna reforma systemowa i przede wszystkim wola do jej przeprowadzenia.
Wydaje się, że trudno obecnie liczyć na taki rozwój sytuacji, co wymagałoby kondensacji sił na różnych polach edukacyjnego labiryntu. Czy to oznacza, że w kolejnych latach nadal będzie trwać „nadprodukcja” absolwentów różnych szkół, którzy nie będą w stanie znaleźć swojego miejsca na rynku pracy?
Cała nadzieja w działaniach oddolnych. Kto jednak miałby je inicjować? Można liczyć jedynie na nauczycieli-pasjonatów, którym w toku własnej edukacji udało się nie zachować siebie, co wcale nie jest łatwe i udaje się jedynie silnym osobowościom.
Podobnie jak na innych szczeblach edukacji, tak również w przypadku systemu kształcenia nauczycieli, obowiązują stare schematy przygotowujące bardziej do roli „odtwórcy” niż „twórcy.
Taki system jest co prawda dobrze skorelowany z tym, w jaki sposób obecnie funkcjonują polskie szkoły, ale niestety jest też coraz bardziej wyabstrahowany z rzeczywistości. Zmiany nie będą więc łatwe.
Testomania
To, co sprawdza się w profesjonalnym sporcie, niekoniecznie przysłuży się innym dziedzinom życia. Szkoła na żadnym etapie nie powinna być „ringiem”, „boiskiem” czy „stadionem”. Nie powinna - ale jest. Terminologia sportowa opanowała całkowicie system polskiej edukacji, który gubi się w nieustannym testowaniu wszystkich i wszystkiego.
Testy dla testów, które zabijają indywidualizm ucznia i naturalną w młodym wieku chęć do zdobywania wiedzy, to codzienność w polskiej szkole, tymczasem zjawiska takie powinny być traktowane jako wysoce szkodliwe i jak najszybciej eliminowane.
W jaki sposób jednak je zmarginalizować, jeśli wyniki testów są jednym z podstawowych kryteriów oceniania szkół już od poziomu gimnazjum, tym samym pozycji placówek w rankingach, a co za tym idzie - wyboru dokonywanego przez rodziców i samych uczniów?
Testy powinny być jedynie elementem procesu edukacyjnego (przyswajania wiedzy). Nie mają jednak nic wspólnego z nie mniej istotnym, a coraz bardziej ignorowanym wychowaniem. Polscy uczniowie w ciągu kilkunastu lat nauki nie nabywają więc umiejętności społecznych, takich jak np. współpraca w grupie.
Postępuje niekorzystne zjawisko, nieładnie zwane „wyścigiem szczurów”. Nad wyraz trafnie określające jednak całą jego istotę - stres, skrajne skoncentrowanie się na sobie, brak empatii, prostą i sztywną weryfikację zaabsorbowanych informacji, które niekoniecznie przeradzają się w wiedzę, ze względu na ich natłok i zbyt dużą teoretyczność.
Dodajmy do tego niewesołego obrazka problem „podręcznikowy”. W ofercie wydawnictw trudno znaleźć pozycje, które zakładałyby rzeczywistą interakcję między treścią i czytelnikiem. Uczeń ma przyswoić wiedzę i „zdać” z tego relację, coraz częściej w formie testu, który nie rozwija żadnej formy wypowiedzi językowej (literackiej). Nie sprzyja też kształtowaniu kreatywności myślenia, co wbrew pozorom, jest również niezbędne w uczeniu się przedmiotów ścisłych.
Polski uczeń za swoją dociekliwość jest w pewien sposób „karany”. Nie może się mylić - zbyt prosty system weryfikowania wiedzy eliminuje proces myślenia, wahania się, zadawania pytań.
Młodemu człowiekowi trudno w takich warunkach rozpoznać swoje zainteresowania, możliwości i tym samym sensownie wybrać zawód oraz kolejny etap edukacji. Koło się zamyka i system funkcjonuje…na własnych warunkach i dla siebie.
„Jaskółki zmian”
Co zrobić, żeby nie „wylać dziecka z kąpielą”? Konieczna jest ocena stanu aktualnego, bazując na tym, można wprowadzać zmiany. A jak prezentuje się system kształcenia według jednego z najnowszych raportów Najwyższej Izby Kontroli?
W 2014 roku stwierdzono zróżnicowaną efektywność kształcenia, zarówno w zależności od etapu edukacji, jak i rodzajów szkół (publiczne, niepubliczne). Najlepiej, w ujęciu krajowym, zaprezentowały się: szkoła podstawowa i gimnazjum.
Zadowalający był poziom nauczania w liceach ogólnokształcących, szczególnie publicznych (zdawalność matury na poziomie 99%). Zdecydowanie słabsze wyniki osiągnęli jednak uczniowie techników (połowa absolwentów nie uzyskała dyplomu zawodowego, maturę zdało 65% uczniów szkół publicznych i zaledwie 42 % niepublicznych).
W przypadku tych szkół ponadgimnazjalnych podjęto już działania mające na celu przeprowadzenie zmian organizacyjnych, dzięki którym terminy egzaminów: maturalnego i zawodowego nie będą zbieżne, co z pewnością pomoże uczniom lepiej przygotować się zarówno do jednego, jak i drugiego.
Sami nauczyciele również nie pozostają bezczynni. Jednym z przykładów oddolnej aktywności jest powołanie do życia Akademickiego Centrum Kreatywności w Bydgoszczy. To wspólna inicjatywa Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego i kilku szkół podstawowych. Program adresowany jest zarówno do uczniów, nauczycieli, jak i studentów pedagogiki.
Zgodnie z nazwą - nadrzędnym celem ACK jest pobudzenie wszystkich „stron” do bardziej twórczego i zaangażowanego działania, tak, by zarówno praca z dziećmi, jak i uczenie się, były po prostu ciekawe i inspirujące.
Miejmy nadzieję, że tego rodzaju inicjatyw będzie coraz więcej. Dzięki nim system stanie się elastyczny, dostosowany do dynamicznych zmian zachodzących w życiu społecznym i zwyczajnie - bardziej nakierowany na indywidualnego ucznia, z jego talentami, aspiracjami i możliwościami.